Zaczynamy!

Zawsze trzeba znaleźć motywację. Mi przychodzi to z trudnością. O co chodzi? O to, że chcę coś zmienić w swoim życiu. Może pisanie bloga nie jest najlepszym rozwiązaniem, ale może przynajmniej będzie dowodem mojego lenistwa. Zawsze mam ambitne plany i postanowienia, to teraz się od nich już nie wymigam. Wszystko będzie czarno na białym!

Głównym moim celem jest uzyskanie jakiejś kondycji fizycznej, bo obecnie jest zerowa. Bardzo nad tym ubolewam, zwłaszcza po dzisiejszym sprawdzianie z wf. Chciałabym pokazywać wam moje wyzwania przymuszone (patrz zaliczenie wf) oraz te mniej przymuszone. Obym sprostała.

Mam nadzieję, że efektem ubocznym tych męczarni będzie lepszy wygląd. Każda z nas zawsze wolałaby stracić kilka kg stąd czy stąd. Ja bym chciała raczej zewsząd. Smutna prawda.

Gdzie jest największy problem? W diecie. Niestety. Jestem studentką mieszkającą w akademiku. Nie mam możliwości gotowania (brak kuchni) a nawet trzymania jedzenia w pokoju ze względu na niesprzyjające warunki (brak lodówki o dziwo). Są to czynniki niezależne ode mnie i niestety nie ulegną zmianie jeszcze przez jakieś 2,5 roku. Mam natomiast dostęp do stołówki. Jak na śniadania mam jeszcze jakiś wpływ, czyli skromny wybór i dodanie coś od siebie tak na obiady nic nie poradzę. Zazwyczaj są bardzo kaloryczne, mało wartościowe i często niezjadliwe. Z tego powodu najczęściej bywa tak, że po prostu nawet tam nie zachodzę. Kolację organizuje sobie we własnym zakresie – jakaś bułka z almette i pomidorem. Biorąc pod uwagę te warunki bardzo często żywię się w fastfoodzie.

Podsumowując: trzeba coś zmienić. Zaczynam od dzisiaj. Bardzo podobał mi się sposób Bridget Jones czyli „sama prawda”:

Wzrost: 175cm
Waga: 74kg (ostatnia sprawdzana)
Wiek: 22 lata
Ćwiczenia: bieg 3,4km - czas 16:53 (wg endomondo)